Polska nowoczesnym biznesem stoi

Z Iwoną Chojnowską-Haponik z PAIiH rozmawiamy o obecnych nastrojach inwestycyjnych i warunkach do lokowania biznesu z obszaru BSS w Polsce.

O tym, że w kraju dobrze się dzieje pod względem lokowania zagranicznego biznesu, nie trzeba już chyba nikogo przekonywać. Warto jednak mieć na uwadze skalę inwestycji w rynku BSS, by mieć świadomość zmian, jakie zajdą w niedalekim czasie na rynku pracy nie tylko w największych miastach, ale również tych regionalnych.

– Co przede wszystkim wpływa na wybór danej lokalizacji przez firmę chcącą stworzyć nowe centrum biznesowe w Polsce?

– Bardzo wiele zależy od tego, jaka jest koncepcja planowanej inwestycji utworzenia lub rozbudowy SSC / BPO /GBS. Wśród czynników, jakie inwestorzy priorytetowo biorą pod uwagę, należy wymienić przede wszystkim planowany wolumen zatrudnienia oraz tempo realizacji projektu. W przypadku inwestycji tego typu istotne są też: zakładany stopień zaawansowania realizowanych procesów oraz rynki, na jakie świadczone będą usługi. W tym ostatnim przypadku lokalizacja będzie bowiem w dużej mierze podyktowana dostępem do pracowników władających poszukiwanymi językami obcymi. Istotne są również dostępność i jakość nowoczesnej powierzchni biurowej. Decyzja o lokowaniu nowego centrum biznesowego jest zatem najczęściej wypadkową analizy tych czynników.

– Jakie nowe miasta i regiony wymieniłaby Pani jako najbardziej rokujące pod względem inwestycji w centra BPO, SSC i GBS dla firm, które poszukują nowych lokalizacji w Polsce?

– Roboczo podzieliliśmy dostępne w Polsce lokalizacje na trzy grupy, które cieszą się różnym zainteresowaniem inwestorów. W pierwszej z nich są niewątpliwie Warszawa, Kraków i Wrocław – te miasta, dojrzałe rynki BSS, nadal bezsprzecznie cieszą się największym zainteresowaniem firm i cały czas pozostają liderami w kontekście pozyskiwania nowych inwestorów. Rzeczywiście najłatwiej jest znaleźć tam wielu wykwalifikowanych pracowników i najszybciej można stworzyć projekt od podstaw. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że konkurencja o talenty jest tam największa.

Z kolei w grupie drugiej znajdują się miasta, które są ważnymi ośrodkami akademickimi, oferującymi relatywnie bogate zasoby kadrowe i atrakcyjne oraz dogodne warunki prowadzenia działalności. To wszystko sprawiło, że w szczególności w ostatnich latach miasta te pozyskały wielu inwestorów reprezentujących sektor BSS.  Spośród nich na pewno warto wspomnieć o Katowicach, Łodzi, Trójmieście, Poznaniu. Atrakcyjność tej grupy miast wynika również z przewagi kosztowej w stosunku do liderów.

Jest jeszcze spora grupa miast, które moglibyśmy nazwać wschodzącymi gwiazdami sektora BSS. Wydaje się, że w przyszłości będą one odgrywały coraz większą rolę w pozyskiwaniu inwestycji z sektora usług, również dlatego, że największe miasta zaczynają być bardzo nasycone inwestycjami, co zaostrza konkurencję o pracowników.

Firmy zaczynają chętniej niż wcześniej rozpatrywać możliwości inwestycyjne w miastach, które do tej pory nie były pierwszym wyborem dla inwestorów. Wśród lokalizacji do tej pory niedocenianych, a bez wątpienia oferujących spory potencjał,, należy wymienić choćby Lublin, Rzeszów, Szczecin, Olsztyn czy duopolis, jakim są Bydgoszcz i Toruń. Ten ostatni region jest już jednak coraz bardziej rozpoznawalną lokalizacją na mapie BSS, a to za sprawą francuskiego inwestora z branży IT, jakim jest Atos, zatrudniający w Bydgoszczy obecnie 3 tys. pracowników.

W momencie wejścia na rynek polski inwestorzy pytają nas najczęściej o miasta z pierwszej grupy, rzadko kiedy mają bowiem odwagę i doświadczenie, by lokować się w mniejszych lokalizacjach. Zdarza się jednak, że gdy zaczynają porównywać dane dotyczące dostępności kadr oraz analizują otoczenie pod kątem konkurencji o pracownika, stają się bardziej otwarci na możliwości, jakie oferują mniejsze lokalizacje.

Około 60% wszystkich inwestycji ogłoszonych w ubiegłym roku przez firmy obsługiwane przez PAIiH to reinwestycje. Potwierdza to atrakcyjność inwestycyjną Polski. Światowi gracze, którzy przekonali się już do naszego kraju dzięki pierwszym udanym doświadczeniom, są bardziej skłonni do ponownych inwestycji, często właśnie w mniejszych lokalizacjach, dlatego takie miasta, jak Białystok czy Radom zaczynają zyskiwać na znaczeniu. Tutaj awangardę stanowią polskie firmy technologiczne, które jako pierwsze zaczęły poszukiwać alternatywnych lokalizacji, motywowane właśnie możliwościami pozyskania kadr. Jak wiadomo, znalezienie wykwalifikowanych pracowników z obszaru IT graniczy dziś z cudem w całej Unii Europejskiej.

W dużych miasta trzeba intensywnie zabiegać o specjalistów z tego obszaru, a zapotrzebowanie w tym względzie jest wciąż olbrzymie. Polska jest rozpoznawalna pod względem jakości pracy świadczonej przez naszych informatyków, dlatego zainteresowanie rozwijaniem tego typu działalności nie maleje. Z brakiem specjalistów firmy z sektora IT radzą na różne sposoby. Przede wszystkim, jak już wspominałam, znacznie chętniej eksploatują nowe rynki i nie boją się tworzyć wielu mniejszych w wielu lokalizacjach. Dobrym przykładem jest tutaj polska firma Transition Technology, która ma swoją główną siedzibę w Warszawie, ale postawiła też na takie miasta, jak Kielce, Łódź, Koszalin czy Białystok.

– A co ze ścianą wschodnią Polski? Czy ta część kraju jest bardziej atrakcyjna ze względu na bliskość Ukrainy i dużą podaż specjalistów z tego obszaru?

– Trzy główne miasta na ścianie wschodniej już odgrywają znaczącą rolę jako lokalizacje dla projektów BSS: Lublin, Rzeszów, ale też powoli Białystok. Wszystkie te miasta w stawiają na rozwój kadr poszukiwanych przez inwestorów BSS, oferują atrakcyjne warunki inwestowania, w tym zachęcają deweloperów do budowania nowych powierzchni biurowych, bez czego nie ma szans na przyciągnięcie firm z branży usług dla biznesu. Tym niemniej nie wiązałabym atrakcyjności Polski Wschodniej wyłącznie w kontekście potencjalnej łatwości w pozyskaniu pracowników z Ukrainy. Dziś tak naprawdę w każdym polskim mieście pracują wykwalifikowani pracownicy z obszaru IT, którzy przyjechali do nas z tego kraju. Warto tu też nadmienić, że w ostatnich latach Polska stała się atrakcyjnym miejscem do rozwoju kariery zawodowej dla pracowników z państw Unii Europejskiej, a nawet tak odległych części świata, jak Brazylia czy Australia. Było to możliwe dzięki tak licznie powstającym w naszym kraju centrom usług biznesowych – szacuje się, że sektor zatrudnia ok. 15% obcokrajowców – oraz konsekwentnej poprawie jakości życia w wielu polskich miastach. Młodzi obcokrajowcy doceniają nasze miasta za czystość, wysoką jakość transportu oraz ciekawą ofertę kulturalno-edukacyjną.

– Ilu inwestorów obsługujecie w tej chwili?

– Tak naprawdę nasz portfel projektów zmienia się z dnia na dzień. W tej chwili obsługujemy 191 potencjalnych projektów inwestycyjnych. Gdyby wszystkie zakończyły się sukcesem i ulokowały się w Polsce, ich wartość osiągnęłaby ok. 5 mld euro i przyczyniłyby się do utworzenia ponad 55 tys. nowych miejsc pracy.

Porównując sytuację rok do roku, obsługujemy o 8% więcej projektów inwestycyjnych, pod względem wartości deklarowanych wydatków inwestycyjnych ten wzrost jest znacznie wyższy i sięga 36%, jeśli zaś chodzi o planowaną liczbę nowych miejsc pracy, inwestorzy deklarują aż o 38% więcej etatów. Wyraźnie więc mamy do czynienia z trendem zwyżkowym, jeśli chodzi o zainteresowanie naszym krajem, jednak należy pamiętać, że nie wszystkie projekty zostaną zrealizowane w Polsce. W zeszłym roku, przy wsparciu Agencji, zakończyliśmy 64 projekty inwestycyjne. Ten wynik był wyjątkowy i stanowił trzeci najlepszy rezultat w historii agencji pod względem zadeklarowanych nakładów inwestycyjnych oraz zatrudnienia. 64 wspomniane firmy wydadzą bowiem aż 1,7 mld euro na swoje inwestycje oraz utworzą ponad 16 tys. nowych miejsc pracy.

Najwięcej obsługiwanych przez Agencję firm pochodzi ze Stanów Zjednoczonych – obecnie to aż 62, które mogą utworzyć w Polsce niemal 17 tys. nowych miejsc pracy. Na drugim miejscu są projekty spółek niemieckich – 22 projekty z 10 tys. potencjalnych miejsc pracy. Na trzeciej pozycji znajdują się firmy z Japonii, skąd pochodzi aż 17 potencjalnych projektów. Czwartym najważniejszym klientem naszej agencji są firmy polskie. Ten trend bardzo nas cieszy, bo oznacza to, że polskie firmy są coraz bogatsze i chętnie realizują inwestycje zarówno w Polsce, jak i za granicą. Na kolejnych miejscach znajdują się: Wielka Brytania, Chiny i Korea Południowa.

Warto podkreślić, że ze 191 projektów aż 69 dotyczy sektora BSS – mówimy tu o centrach SSC, GBS i BPO. Tym niemniej naszych inwestorów interesują też tradycyjne sektory gospodarki, jak np. przetwórstwo przemysłowe, w tym branża motoryzacyjna, sektor spożywczy, AGD czy lotniczy. Obecnie obsługujemy inwestorów reprezentujących blisko 30 równych sektorów gospodarki pochodzących z  27 krajów świata, więc widać, że Polska ma potencjał, by pozyskiwać inwestorów z każdej branży, choć obecnie zdecydowanie dominuje sektor nowoczesnych usług dla biznesu.

– Czy obecna sytuacja ekonomiczno-polityczna na świecie wpływa jakoś na nastroje Państwa inwestorów?

– Oczywiście takie pytania padają w naszych rozmowach z inwestorami, ale muszę przyznać, że żadna firma, z którą rozmawialiśmy, nie zamierza zawieszać projektów ze względu na obecną sytuację geopolityczną na świecie. W przeważającej mierze inwestorzy stosują strategię wait and see i oczekują na dalszy rozwój sytuacji. Pomimo niepokojących sygnałów dochodzących z różnych części świata, w szczególności o zaostrzającym się kursie wielu państw na ochronę własnych rynków, póki co nie przełożyło się to na konkretne rozwiązania legislacyjne, które w znaczący sposób wpłynęłyby na zatrzymanie przepływów inwestycyjnych. Wręcz przeciwnie: UNCTAD przewiduje znaczny wzrost inwestycji w świecie, po słabszym 2016 r., już w bieżącym roku.

Trzeba również pamiętać, że od początku kryzysu, czyli po 2008 r., zagraniczni inwestorzy traktowali Polskę jako bezpieczny port dla swoich inwestycji, które zapewniały optymalizację kosztów ze względu na oferowany arbitraż płacowy, przy jednoczesnej doskonałej jakości świadczonych usług, co było możliwe dzięki świetnie wykształconym pracownikom. Polityka polityką, ale to biznes jest zawsze pragmatyczny i lepiej niż jakiekolwiek wskaźniki, statystyki czy ratingi pokazuje, gdzie warto inwestować kapitał.

Jak inwestorzy oceniają jakość i dostępność powierzchni biurowych w Polsce oraz obsługę deweloperów i rynku nieruchomości komercyjnych w związku z ich biznesem?

– Pod tym względem Polska wybija się w regionie, zarówno z uwagi na dostępność powierzchni biurowych, jak i magazynowych czy produkcyjnych. Dla przykładu dostępność wolnych powierzchni biurowych (tzw. wskaźnik pustostanów) waha się w największych polskich miastach pomiędzy 7% a 15%. To najpełniej pokazuje, że mamy do czynienia z ogromnym rozwojem powierzchni biurowych, szczególnie w perspektywie dalszego spodziewanego wzrostu napływu inwestycji BSS.

Inwestorzy podkreślają też, że firmy budujące biurowce starają się w jak największym stopniu spełnić ich oczekiwania, tak by były to miejsca zachęcające do pozyskania jak najlepszych kadr. W walce o pracownika istotne jest nie tylko wynagrodzenie czy benefity pozapłacowe, ale i doskonałej jakości powierzchnia biurowa, dostosowana do potrzeb i oczekiwań wymagającej Generacji Y. Trzeba przyznać, że Polscy deweloperzy stają na wysokości zadania i obecnie jest to dla nich naprawdę złoty okres, a także szansa na dalszy rozwój.

– W jaki sposób miasta mogą aktywizować rynek pracy pod względem prób sprostania potrzebom firm z obszaru BPO, Shared Service i GBS? Czy PAiZ tworzy obecnie programy przeznaczone dla władz miast, które chciałyby sprostać rosnącym  wymaganiom rynku pracy?

– W każdym mieście mamy kilkanaście przykładów udanych realizacji projektów w obszarze aktywizacji studentów, ale nie tylko. Wiele inicjatyw dotyczy aktywizacji kobiet w obszarze IT – są to akcje są wspierane przez biznes zarówno finansowo, jak i merytorycznie. Trzeba przyznać, że włodarze miast oraz biznesmani coraz lepiej radzą sobie z programami partnerskimi i organizują skuteczne programy informacyjne.

Wraz z Ministerstwem Rozwoju staramy się angażować w przygotowanie programów, które mogłyby wesprzeć finansowo tego typu inicjatywy. Od września rusza nowy program, do którego nabór wniosków prowadzić będzie Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Chodzi tu o inicjatywy zmierzające do rozwoju kadr dla sektora BSS w mniejszych miastach (o liczbie mieszkańców poniżej 200 tys.), które realizowane będą wspólnie przez lokalne uczelnie i świat biznesu w formie dedykowanych programów kształcenia. Nacisk będzie postawiony przede wszystkim na umiejętności w obszarze języków i IT. Bardzo istotne jest tutaj pokazanie, że taka współpraca z biznesem ma miejsce i, że będzie wdrażana na podstawie zidentyfikowanych potrzeb rynku pracy. Pozwoli to też na wzmocnienie oferty mniejszych ośrodków miejskich jako atrakcyjnej alternatywy dla dotychczasowych miast-liderów

Co ważne, zainteresowanie władz w zakresie szkolenia przyszłych kadr przenosi się już na poziom liceów, co bardzo cieszy, bo już na tym poziomie można doskonale rozwijać umiejętności językowe czy informatyczne przyszłych pracowników centrów usług. Jednocześnie pokazuje to, że ścieżka przygotowania kadr powinna zaczynać się dużo wcześniej, jednak wiele zależy tu właśnie od wspólnych  inicjatyw miast i biznesu. Poza tym w ramach projektów finansowanych ze środków unijnych uczelnie lokalne we współpracy z firmami mogą przygotować swoje propozycje wspierające rozwój kadr o określonych umiejętnościach. Mamy tu więc trzech ważnych partnerów: biznes, władze lokalne i finansowanie z funduszy europejskich, które mają szansę skutecznie wpłynąć na dalszy rozwój lokalnych rynków pracy pod względem nie tylko ilościowym, ale i jakościowym.

Czy poza dostępnością kadr i powierzchni biurowych są jeszcze jakieś inne czynniki, które miasta starają się wykorzystywać w pozyskiwaniu nowych inwestorów?

– Tak, bardzo istotne są jeszcze dwa inne aspekty. Między innymi jest to wspomniane wcześniej konsekwentne podnoszenie jakości życia w miastach, bo dzięki temu rośnie ich szansa na pozyskiwanie pracowników z innych polskich miast, ale też z Europy Wschodniej i Zachodniej. Ci ostatni oczekują bowiem określonych standardów życia, jakie znają ze swoich krajów. Tak więc jakość życia, oferta kulturalna czy sportowa zaczynają odgrywać coraz większą rolę. Drugim istotnym elementem chociażby dla nowych inwestorów jest znalezienie partnera do dialogu we władzach lokalnych. Miękkie zachęty oferowane przez włodarzy miast, ich otwartość na nowych inwestorów to obecnie czynniki doceniane zarówno w trakcie procesu decyzyjnego, jak i po jego realizacji. Oczywiście zachęty twardsze, czyli fundusze na szkolenie czy zwolnienie z podatku od nieruchomości, są mile widziane, ale to nie jest kluczowy element, który przeważy szalę na korzyść tej czy innej lokalizacji. Inwestorzy oczekują bliskiej współpracy w zakresie np. pomocy w kreowaniu marki firmy na lokalnym rynku, wsparcia procesów rekrutacyjnych czy ułatwienia współpracy z uczelniami lokalnymi.

ZNAJDŹ NAS: